Moja siostra bliźniaczka i ja słuchałyśmy muzyki już nawet będąc jeszcze w łonie.
Kreatywne eksperymenty naszego ojca saksofonisty uformowały nasz stosunek do muzyki już wtedy, więc kiedy przyszłyśmy na świat nauczyłyśmy się wyrażać nasze uczucia przy pomocy słów i tak zaczęła się realizacja naszych życiowych planów.
Naszą pierwszą sceną była stara ale raczej szeroka garderoba, a naszymi pierwszymi słuchaczami były babcie i sąsiedzi.
Klaskali nam głośno, w międzyczasie rozmawiając o swoich problemach i chorobach, ale mimo to byłyśmy im wdzięczne i dalej recytowałyśmy wiersze Szewczenki, śpiewałyśmy folkowe piosenki - wszystko co tylko mogłyśmy.
Ale pewnego dnia nasza scena załamała się nam - dosłownie mówiąc.
Stary sufit naszej garderoby nie wytrzymał ciężkości naszej kreatywności i z wielkim hukiem zakończył naszą karierę na tej scenie.
Więc byśmy już więcej nie łamały mebli, mama zapisała nas na gimnastykę. Ale dzięki jakiemuś mistycznemu przypadkowi nauczycielka muzyki pojawiła się tam również i zaproponowała mi lekcje gry na skrzypcach ....
Szkoła muzyczna i wkrótce potem akademia muzyczna dały mi możliwość nie tylko by odtwarzać melodie wielkich muzyków z przeszłości, ale również nauczyła mnie wyrażać moje wewnętrzne uczucia.